Wydarzenie

Tytuł:
DKF „Ciemno, prawie noc”
Data:
2019.09.23 19:00 - 20:54
Lokalizacja:
URL:
Kopiuj do:

Opis Wydarzenia

„CIEMNO, PRAWIE NOC”

30 08 2019 dkf4

Reżyseria: Borys Lankosz

O FILMIE:

Ekranizacja głośnej, uhonorowanej Nagrodą Literacką “Nike” powieści Joanny Bator – „Ciemno, prawie noc” w reżyserii Borysa Lankosza („Ziarno prawdy”, „Rewers”). Film produkują Leszek Bodzak i Aneta Hickinbotham z Aurum Film, producenci wielokrotnie nagradzanej „Ostatniej rodziny”. Scenariusz „Ciemno, prawie noc” to wspólne dzieło Magdaleny Lankosz i Borysa Lankosza, które zręcznie łączy elektryzującą historię kryminalną z elementami kina grozy. W roli dziennikarki Alicji Tabor, która powraca do rodzinnego miasta, aby napisać reportaż o tajemniczych zaginięciach dzieci, wcieli się Magdalena Cielecka. W gwiazdorskiej obsadzie znajdują się również: Marcin Dorociński, Aleksandra Konieczna, Eliza Rycembel, Jerzy Trela, Dorota Kolak, Agata Buzek, Piotr Fronczewski, Dawid Ogrodnik, Roma Gąsiorowska i Krystyna Tkacz.

Kiedy Wałbrzychem wstrząsa seria tajemniczych zaginięć dzieci, do miasta przybywa dziennikarka Alicja Tabor (Magdalena Cielecka). Powracająca po latach w rodzinne strony, nieustępliwa reporterka chce poznać rodziny zaginionych i rozwikłać zagadkę, wobec której nawet policja okazuje się bezsilna. W trakcie prywatnego śledztwa Alicja – dość nieoczekiwanie – wpada na trop dramatycznych wydarzeń, które swój początek miały dekady temu. Dążąc do odkrycia prawdy, dziennikarka będzie musiała stawić czoła nowemu zagrożeniu oraz temu, przed czym uciekała przez całe dorosłe życie – tajemnicy swojego dzieciństwa i szokującym sekretom własnej rodziny. Z czasem ponura intryga kryminalna połączy w jedno zaginięcia dzieci, wojenną przeszłość, legendę zaginionego skarbu oraz losy samej Alicji, która na swojej drodze zmierzy się z czystym wcieleniem zła, jak i zyska sojuszników, stojących po stronie dobra. Mroczna i piękna sceneria miasta oraz okolic zamku Książ dopełniają świat barwnych i niebezpiecznych postaci, w którym nasza bohaterka przestaje oceniać rzeczywistość tak jak dotychczas…

Nowy film Borysa Lankosza rozpoczyna się od obrazu pociągu przemierzającego leśny krajobraz. Już na początku widz otrzymuje sygnał: dojeżdżamy do miejsca, gdzie kończą się tory, poza granice znanego i oswojonego świata. Las, w który wjeżdża pociąg wiozący bohaterkę, przywodzi na myśl lasy, jakie znamy z baśni braci Grimm: pełne tajemnic, labiryntów drzew i polan ukrytych w gęstych mgłach.

Zamieszkane i nawiedzane przez wiedźmy, demony, niepojmowalne rozumem istoty i siły raczej wrogie niż przyjazne człowiekowi. Bohaterka, wielkomiejska dziennikarka, wraca do rodzinnego Wałbrzycha, by napisać o potworach, wychodzących z wzgórz i lasów otaczających miasto. Ktoś w Wałbrzychu porywa bowiem małe dzieci, zniknęło bez wieści już troje.

Mrok jest podstawowym środkiem wyrazu, za pomocą którego twórcy adaptacji powieści Joanny Bator budują świat przedstawiony. W ich Wałbrzychu nie ma prawie w ogóle światła, wszystkie barwy są przygaszone, zszarzałe, jakby na kamerę założono specjalny filtr z dymu fabrycznego komina, z zasiarczonego węgla.

Mroczna jest także prowincja. Bohaterka, wracająca z wielkiego świata do rodzinnego miasta, od początku napotyka tam wyłącznie okazy z panoptikum. Sposób inscenizacji chwilami przywodzi na myśl „Ładunek 200” Bałabanowa, chwilami estetykę współczesnego wysokoartystycznego horroru, niekiedy też kino Lyncha.

Klimat kojarzy się z pierwszym sezonem „Detektywa”. Świat filmu jest rzeczywistością upadłą, potępioną. Zło krąży w nim jak choroba dziedziczna, przenosi się z pokolenia na pokolenie. Zjada ludzi od wewnątrz, zatruwa ich, z każdym dniem przybliża do obłędu i śmierci. Krzywda wyrządzona dzieciom uderza także w ich dzieci.

Los człowieka to wieczne błędne koło cierpienia, wydaje się, że nie ma z niego ucieczki. Instytucje, których zadaniem jest chronić najbardziej niewinnych, same – z rodziną włącznie – okazują się zainfekowane, dogłębnie przegniłe. Jeśli w ogóle pojawia się dobro, to na marginesach, wśród tych, których społeczeństwo usuwa z zasięgu wzroku.

Problem z „Ciemno, prawie noc” polega jednak na tym, że maluje wszystko tak bardzo na czarno, iż widz szybko obojętnieje i przestaje reagować na kolejne okropności. Koszmar upadłego świata, w jaki wstępuje bohaterka, pozbawiony punktu odniesienia słabo wybrzmiewa na ekranie. Gdybyśmy zobaczyli choć jeden, dwa, trzy obrazy szczęścia, to kolejne sceny w kalejdoskopie grozy miałyby zupełnie inną siłę oddziaływania.

W zasadzie od pierwszych scen wszystko zostaje już wyłożone na tacy, przez co tracimy ciekawość dla śledztwa bohaterki, które powinno nas dopiero stopniowo wprowadzać w zstępujące coraz głębiej kręgi wałbrzyskiego piekła. Film, podążając za książką, daje bohaterce szansę wyrwania się z pokoleniowej sztafety winy, kary, przemocy i nienawiści do siebie. Kiedy jednak w tym mrocznym tunelu pojawia się światło, nasze oczy tak przywykły już do ciemności, że nie jesteśmy w stanie go dostrzec. Mrok i zaduch czterech piątych filmu całkowicie przytłacza oczyszczający, katartyczny, emancypacyjny efekt finału.

„Ciemno, prawie noc” podejmuje szereg tematów, jakimi żyje dziś sfera publiczna w Polsce. Pedofilia, cierpienie dzieci, codzienna, znormalizowana przez kulturę i relacje społeczne przemoc (w tym seksualna) wobec kobiet i towarzysząca jej mizoginia, często uwewnętrzniana przez ofiary – każdy z tych tematów wywołuje obecnie wielkie emocje społeczne i polityczne.

Trudno mi jednak sobie wyobrazić, by „Ciemno…” wywołało w którymkolwiek z tych obszarów żywy odzew opinii publicznej – ten film wydaje się na to zbyt zamknięty w sobie i na sobie skupiony, by mógł wywołać zbiorowe poruszenie, jak „Kler” czy choćby „Pokot”. Pewnie tylko prawica obowiązkowo się oburzy, że kolejny filmowiec z warszawki pogardza polską prowincją i zamieszkującym ją ciężko pracującym, oddanym tradycji i wierze ludem.

„Ciemno, prawie noc” powinno mi się podobać. Lubię i cenię literacki oryginał, podobnie jak poprzednie filmy reżysera. Wszystkie elementy, z jakich Lankosz składa swoją wizję – niespieszna narracja, wygaszone barwy, estetyka makabry i grozy przyprawiona miejscami surrealistyczną groteską, ekspresyjne plastycznie kadry – na ogół na mnie w kinie działają, kocham kino złożone z takich klocków. Tu jakoś nie chcą się one jednak złożyć w satysfakcjonującą całość.

Jedyna sekwencja, która mnie w pełni przekonała, to historia kazirodczej miłości rodziców jednej z zaginionych dziewczynek. Opowiada ją dyrektor domu dziecka, widzimy ją w ciągu retrospekcji. Myślę, że całości filmu zabrakło przede wszystkim tego: sprawnej narracji, zdolnej utrzymać ciekawość widza, prowadzić go przez mroczne światy reżyserskiej wizji. Choć miejscami ta wizja tworzy fascynujące obrazy, choć trzeba docenić odwagę zmierzenia się z tyleż fascynującym, co trudnym do adaptacji materiałem literackim, to, niestety, ostateczny efekt nie porywa.

Jakub Majmurek, Ciemno, prawie noc, „Kino” 2019, nr 04, s. 76