Wydarzenie

Tytuł:
DKF „Kamerdyner”
Data:
2019.02.12 20:00 - 22:30
Lokalizacja:
URL:
Kopiuj do:

Opis Wydarzenia

„KAMERDYNER”

30 01 2019 dkf kamerdyner

Reżyseria: Filip Bajon

Festiwal Polskich Filmów Fabularnych Gdynia 2018 r.
Srebrne Lwy
Filip Bajon
Złote Lwy: Najlepsza pierwszoplanowa rola męska
Adam Woronowicz
Najlepsza charakteryzacja
Ewa Drobiec i Mira Wojtczak
Najlepsza muzyka
Antoni Łazarkiewicz

O FILMIE:
„Kamerdyner” to opowiedziana z epickim rozmachem, inspirowana prawdziwymi wydarzeniami historia splątanych losów Polaków, Kaszubów i Niemców na tle burzliwych wydarzeń pierwszej połowy XX stulecia. Mateusz Krol (Sebastian Fabijański), kaszubski chłopiec, po śmierci matki zostaje przygarnięty przez pruską arystokratkę, Gerdę von Krauss (Anna Radwan). Dorasta w pałacu. Rówieśniczką Mateusza jest córka von Kraussów, Marita (Marianna Zydek). Między młodymi rodzi się miłość. Ojcem chrzestnym chłopca jest kaszubski patriota, Bazyli Miotke (Janusz Gajos), który podczas konferencji pokojowej w Wersalu walczy o miejsce Kaszub na mapie Polski, a potem buduje symbol jej gospodarczego sukcesu – Gdynię. Traktat wersalski, który daje Polsce niepodległość, sprawia, że von Kraussowie tracą majątek i wpływy. Wszyscy bohaterowie czują, że świat, który znali, wkrótce się zmieni. Wśród żyjących obok siebie Kaszubów, Polaków i Niemców narasta niechęć i nienawiść. Wybucha II wojna światowa. W Lasach Piaśnickich naziści dokonują mordu na ludności cywilnej – pierwszego ludobójstwa tej wojny.

Już pierwsza scena „Kamerdynera”, kaszubskiej sagi Filipa Bajona – kobieta rodząca pod gołym niebem, na skraju drogi – otwiera cały ciąg skojarzeń, począwszy od prozy Günthera Grassa, a „Blaszanego bębenka” w szczególności, poprzez niemieckie powieści i filmy o upadku Prus Wschodnich (choćby „Łaska śmierci” Volkera Schlöndorffa czy telewizyjna „Ucieczka” Kaia Wesela), a na „Zmierzchu bogów” Viscontiego skończywszy.
Temat Kaszub i Kaszubów nie jest bynajmniej w kinie terra incognita, jakkolwiek przez polskie kino wydaje się traktowany po macoszemu – mieliśmy raptem jeden film, „Kaszebe” (1970) Ryszarda Bera, o zmaganiach Kaszubów z naporem germanizacyjnym.

„Kamerdyner” otwiera zupełnie inną perspektywę, stając się niejako lustrem wobec Grassa i niemieckiego kina: mieszkańcy Kaszub stanowią rodzaj klina między żywiołem germańskim i polskim; jedni z nich ciążą w stronę Niemiec, drudzy w stronę Polski, być może są i tacy, którzy próbują zachować własną, odrębną tożsamość, jakkolwiek czystość przekazu zakłóca anegdota o Antonim Abrahamie - Kaszubie, który, uczestnicząc w konferencji wersalskiej, walnął pięścią w stół i krzyknął: „Nie ma Kaszub bez Polonii, a bez Kaszub Polski”.

Producenci filmu zaprosili do współpracy Filipa Bajona, jednego z niewielu w polskim kinie specjalistów od polsko-niemieckiego pogranicza, także kulturowego, które penetrował w „Magnacie”, „Limuzynie Daimler Benz” czy „Wizji lokalnej 1901”. Dodać do tego należy, że Bajona stać na epicki rozmach – nawet przy skromnych możliwościach (finansowych) naszej kinematografii.

Fabuła filmu obejmuje około 45 lat. Chłopcem, który rodzi się na skraju drogi w 1900 roku jest Mateusz, syn byłej pokojówki hrabiostwa von Krauss, Łucji Kroll, prawdopodobnie bękart hrabiego. Matka umiera przy porodzie, opiekę nad chłopcem przejmują rodzice chrzestni Urszula i Bazyli Miotke (pierwowzorem jego postaci jest zapewne Antoni Abraham, ale także inni działacze kaszubscy i urzędnicy państwowi z okresu międzywojennego), ale hrabina bierze chłopca na wychowanie.

Mateusz dorasta w pałacu, kończy miejscowe gimnazjum, podczas gdy dzieci hrabiostwa otrzymują staranną edukację w Berlinie. Po wyjeździe ukochanej młody Kaszub zostaje kamerdynerem w hrabiowskim pałacu. Brat Marity, Kurt, okazuje się człowiekiem słabego charakteru i homoseksualistą, z czasem dołączy do bojówek SA, by zginąć w trakcie nocy długich noży.

Równolegle z wątkiem sentymentalnym rozwija się wątek polityczno-historyczny. Miotke agituje za polskością Kaszub, a gdy wybucha I wojna światowa, zostaje wcielony do pruskiego wojska, podobnie zresztą jak hrabia Hermann von Krauss. Po wojnie docierają z Berlina echa rewolucji, ale także traktatu wersalskiego, w wyniku którego von Kraussowie tracą połowę majątku, który znalazł się w polskich granicach i został znacjonalizowany.

Miotke zostaje wejherowskim starostą, Mateusz kieruje polskimi tartakami aż do września 1939 roku. Tuż przed wybuchem wojny powstają hitlerowskie listy proskrypcyjne, ludzie, którzy się na nich znajdą, stracą życie w serii egzekucji w lasach wokół Piaśnicy – przedstawiciele polskiej inteligencji, księża i urzędnicy wraz z rodzinami. Finał opowieści następuje w 1945 roku, kiedy na Kaszuby wkracza Armia Czerwona.

Film Filipa Bajona jest skrótem telewizyjnego serialu, który powstał według bardzo obszernego scenariusza (jego wydanie w wersji zbeletryzowanej liczy około 800 stron) – wraz z wszelkimi, niestety, konsekwencjami tego typu działań. Niektóre wątki zostały ledwie zaznaczone, inne rozwinięte w telegraficznym skrócie. Nie wszyscy członkowie doborowej obsady zyskali szansę rozwinięcia swoich postaci, jakkolwiek warto zwrócić uwagę na Adama Woronowicza i Annę Radwan jako von Kraussów czy Janusza Gajosa jako Bazylego Miotke.

Twórcy „Kamerdynera” kreślą z epickim rozmachem obraz epoki, wykorzystując zarówno scenografię i kostiumy, jak i urok kaszubskich krajobrazów. Filip Bajon wie, w jaki sposób przykuć uwagę widza, który nie szuka gwałtownych kulminacji, chce dotknąć minionego świata, poczuć oddech epoki – tym ciekawszej, że bezpowrotnie minionej, choć tak nieodległej. Film kinowy daje przedsmak świetnego, pełnego pietyzmu dla szczegółów widowiska – pytanie tylko, czy nie zginą one na małym ekranie?

Konrad J. Zarębski, Kamerdyner, „Kino” 2018, nr 10