Wydarzenie

Tytuł:
DKF „Eter”
Data:
2019.02.12 18:00 - 19:57
Lokalizacja:
URL:
Kopiuj do:

Opis Wydarzenia

„ETER”

30 01 2019 dkf eter

Reżyseria: Krzysztof Zanussi

O FILMIE:
Akcja „Eteru” rozgrywa się na początku XX wieku, na Podolu. Lekarz (Jacek Poniedziałek) pasjonuje się eterem – substancją uśmierzającą ból i odbierającą świadomość, tajemniczą i śmiertelnie niebezpieczną. Gdy ofiarą jej działania pada młoda dziewczyna, lekarz zostaje skazany na śmierć. Niespodziewanie udaje mu się uniknąć stryczka. Doktor znajduje pracę w zaborze austriackim, w wojskowej twierdzy dowodzonej przez komendanta (Andrzej Chyra). Poza oficjalną praktyką, na własną rękę ponownie zaczyna prowadzić coraz dziwniejsze eksperymenty – na żywych i na umarłych. Obsesyjnie doskonali swoją wiedzę o eterze pozwalającym manipulować bólem, pożądaniem i wolą poddanych mu ludzi. Jaką cenę przyjdzie mu zapłacić za próbę zawładnięcia ludzkim umysłem?Krzysztof Zanussi z filmu na film się radykalizuje. Wydawało się, że w „Obcym ciele” osiągnął szczyt moralizatorskiej dosadności i konserwatywnej krytyki zlaicyzowanego społeczeństwa. Jednak „Eter” zawstydzi wszystkich, którzy uważali jego poprzednie dzieło za niezbyt delikatne.

Choć tym razem nie ma wymachujących pejczem perwersyjnych korposzczurzyc, a zło przybrało poczciwą twarz Jacka Poniedziałka, aksjologiczna analiza sposobu urządzenia świata nie pozostawia złudzeń. Zanussi nie ma już ochoty na zadawanie pytań o naturę rzeczywistości, człowieczeństwa, duszy czy Boga. Przyszedł czas na dawanie odpowiedzi.

W jego sposobie operowania wielkimi kwantyfikatorami i wyjątkowo szerokim geście artystycznym byłoby nawet coś intrygującego, a nawet prawdziwie prowokacyjnego, gdyby całość nie rozmyła się w zanadto rozwleczonej fabule, brudnoszarej estetyce i zupełnie nieangażującej intrydze.

„Eterowi” brakuje bowiem drapieżności, którą miało – jakkolwiek by ten film oceniać – „Obce ciało”, wzbudzające przynajmniej irytację. Najnowsze dzieło Zanussiego już tylko nudzi, a w swoich najlepszych momentach co najwyżej zadziwia bezceremonialną deklaratywnością.

Ale całość zaczyna się intrygująco – bo próbą uwiedzenia, morderstwem i szafotem. Rzecz dzieje się na początku XX wieku na Podolu. Naukowiec badający właściwości eteru podaje młodej kobiecie zbyt dużą dawkę substancji. Nie udaje mu się uciec, więc trafia pod sąd, a stamtąd na szubienicę. Od śmierci wybawia go dostarczona w ostatniej chwili rewizja wyroku.

Dostaje nowe życie, które postanawia poświęcić na dalsze badania nad eterem. Bo ponad wszystko mężczyzna pragnie władzy nad ludźmi, a tę daje mu właśnie lotna substancja. Udaje mu się zbiec z zesłania, skąd trafia do austriackiej jednostki wojskowej; jako lekarz ma tutaj opiekować się rannymi. Po krótkich negocjacjach wraz z etatem dostaje małe laboratorium, gdzie może przybliżać się do władzy nad światem.

Niestety, dalej nie jest już tak emocjonująco. Uwodzenie ustępuje miejsca obwąchiwaniu pach żołdaków, morderstwo – żmudnym badaniom chemicznym, a szafot – wysyłaniu gołębi pocztowych. Zanussi próbuje budować jakiś szczątkowy fabularny stelaż, ale czuć z daleka, że interesuje go coś zupełnie innego.

Nie przejmuje się bowiem dramaturgią, zwrotami akcji czy narracją. Snuje historię tajemniczego doktora tylko po to, by na jego przykładzie skonfrontować dobro ze złem, a przy tym Boga z nauką, sumienie z pychą, moralność z władzą, a wiarę z racjonalnością. Nie dba o jakiekolwiek etyczne półcienie czy moralne dylematy.

Nie wierząc w inteligencję widza lub też troskając się o czystość jego duszy, nie pozostawia miejsca na wątpliwości. Kreuje postać antypatycznego, przeżartego egoizmem i ateizmem doktora, by ostrzec przed powszedniością zła, które jest skutkiem porzucenia metafizyki na rzecz fizyki.

Główny bohater stanowi wariację na temat postaci faustycznej – tak zapatrzonej w szkiełko i oko, że niedostrzegającej czucia i wiary. W jego losach nie ma jednak dramatu, nie ma nawet kontrowersji – jest za to łopatologiczne, twardogłowe moralizatorstwo.

A nawet nie. Bo żeby mówić o moralizatorstwie, trzeba dać ludziom wolną wolę decydowania. Zanussi odbiera ją widzom i nawet nie ma ochoty rozważać, co jest dobre, a co złe. Chodzi mu jedynie o dowiedzenie, że racjonalnie usposobiona kultura podała w wątpliwość to, co według niego nie podlega dyskusji – istnienie Boga i szatana, którego wyrugowano ze współczesnego dyskursu skuteczniej niż Wszechmogącego. W tym tkwi radykalizm autorskiego gestu reżysera – nie daje szansy na dyskusję nad ontologią świata. Dla Zanussiego samo wątpienie jest grzeszne, gdyż otwiera na działanie złego.

Byłoby nawet coś kuszącego w tej bezkompromisowości, gdyby tylko Zanussi ulepił swoją fabułę z innej materii. Główny konflikt, na którym oparł opowieść, zasadza się na przeciwstawieniu Boga i nauki – tę traktuje zbiorczo jako pyszne wojowanie z instancją wyższą, bezprawne wynoszenie się ponad stworzyciela. Dlatego umieścił fabułę w czasie, gdy nauka błądziła, a jej potknięcia z dzisiejszej perspektywy można uznać za kompromitujące. Reżyser z satysfakcją to wykorzystuje, wypunktowując jej niedostatki, jakby mówił: „widzicie, jak bardzo omylna jest nauka?” – w przeciwieństwie oczywiście do Boga, którego prawdy, według Zanussiego, są niepodważalne.

Historyczny sztafaż jest tu oczywiście jedynie fasadą, za którą skrywa się refleksja na tematy uniwersalne – aktualne według twórcy zarówno sto lat temu, jak i dziś. Bo autora „Barw ochronnych” interesuje tylko to, co dogmatycznie pewne i niezmienne, a przede wszystkim nie podlegające dyskusji. A tak niezachwiana pewność może odpychać – tym bardziej, jeżeli odbiera widzowi fundamentalne prawa do polemiki.

Michał Piepiórka, Eter, „Kino” 2018, nr 11, s. 72