Wydarzenie

Tytuł:
DKF „The Disaster Artist"
Data:
2018.04.16 19:00 - 20:43
Lokalizacja:
URL:
Kopiuj do:

Opis Wydarzenia

 „THE DISASTER ARTIST"

27 03 2018 dkf2

Reżyseria: James Franco

O FILMIE:
Film The Disaster Artist opowiada prawdziwą, tragikomiczną historię początkującego twórcy filmowego i niesławnego wyrzutka Hollywoodu, Tommy'ego Wiseau — artysty, który realizował swoją pasję w co najmniej dyskusyjny sposób. Reżyser James Franco (Kiedy umieram, Dziecię boże) uczynił z niej afirmację przyjaźni, ekspresji artystycznej i pogoni za marzeniami na przekór przeciwnościom losu. Komediodramat The Disaster Artist oparty na bestsellerze Grega Sestero opisującym proces powstawania kultowego „najgorszego filmu na świecie" Tommy'ego The Room to przezabawne i potrzebne przypomnienie, że legendą można zostać z różnych powodów, oraz że nawet nie mając pojęcia o tym, co się robi, można zajść bardzo daleko.

Pomysł realizacji fabuły o kulisach powstania – określanego jako najgorszy film wszechczasów – „The Room" brzmi jak świetny żart do powtarzania na branżowych bankietach. Ku zaskoczeniu wszystkich, James Franco postanowił jednak przejść od słów do czynów.

Ryzyko podjęte przez hollywoodzkie „enfant terrible" w pełni się opłaciło, a „The Disaster Artist" dostał Złotą Muszlę na prestiżowym festiwalu w San Sebastian. Choć decyzja jurorów została początkowo przyjęta ze zdziwieniem, dziś należy oddać jej sprawiedliwość. Amerykański film stanowi artystyczny majstersztyk, który w zwodniczo lekkiej formie przemyca niezwykle gorzką diagnozę współczesności.

Najważniejszym ojcem sukcesu „The Disaster..." pozostaje bez wątpienia James Franco. Artysta nie tylko stanął za kamerą, lecz także wcielił się w głównego bohatera – patologicznie nieudolnego reżysera Tommy'ego Wiseau. Trudno zresztą oprzeć się wrażeniu, że przy zachowaniu proporcji, obaj panowie mają ze sobą coś wspólnego.
Z całą pewnością łączy ich swoista megalomania, która w przypadku Franco przybiera postać twórczego ADHD. Amerykanin nie tylko gra w kilkunastu filmach rocznie, lecz jednocześnie reżyseruje, pisze powieści i maluje obrazy. Nawet jeśli rezultaty tych działań wielokrotnie pozostawiają sporo do życzenia, Franco ma jednak nad swoim bohaterem zasadniczą przewagę w postaci poczucia humoru.

Właśnie ono stanowi przecież główny składnik życiowej kreacji artysty – zagranego świadomie karykaturalnie rapera Aliena z głośnego „Spring Breakers" Harmony'ego Korine'a. Wcielając się w Wiseau, Franco z pewnością zbliża się do osiągniętego wówczas poziomu. Jako nadekspresyjny, mówiący z trudnym do zidentyfikowania akcentem dziwak o wyglądzie komika udającego gwiazdę heavy metalu, aktor przechodzi samego siebie.

Do tego, że Franco świetnie radzi sobie przed kamerą, zdążyliśmy się już przyzwyczaić. Bardziej zaskakująca w „The Disaster Artist" okazuje się swada, którą prezentuje jako reżyser. Konsekwentnie prowadzona i przemyślana od początku do końca fabuła nie ma nic wspólnego choćby z poczciwością Burtonowskiego „Eda Wooda".

Zamiast składać hołd mniej zdolnemu koledze po fachu, Franco przedstawia swojego bohatera jako manipulatora o mentalności sekciarskiego guru. Wiseau-populista, dysponujący fortuną podejrzanego pochodzenia, mamiący otoczenie wizją wielkich sukcesów, budzi także nieodparte skojarzenia z Donaldem Trumpem.

Nie tylko dlatego „The Disaster Artist", mimo że jego akcja toczy się na początku XXI wieku, wydaje się dziełem porażająco wręcz aktualnym. Nawet jeśli Wiseau zdobył swą dwuznaczną popularność w erze prefacebookowej, jego osobę można uznać za karykaturę modelowego użytkownika mediów społecznościowych. Tak jak oni ogarnięty żądzą rozgłosu, obsesyjnie skupiony na autokreacji Wiseau rozpaczliwie pragnie tylko jednego – wyróżnienia się z tłumu.

Ważnym bohaterem „The Disaster Artist" okazuje się nie tylko twórca „The Room", lecz także społeczeństwo umożliwiające mu osiągnięcie celu. Nie przez przypadek film Wiseau zdobył kultowy status w Ameryce dzięki „seansom o północy", tym samym, które przed laty zapewniły rozpoznawalność „Nocy żywych trupów", „Kretowi" czy „Różowym flamingom".

Wszystkie te tytuły, choć nie mieściły się w definicji klasycznych arcydzieł, traktowały widza poważnie, chciały nim wstrząsnąć i skłonić do buntu przeciw zastanemu porządkowi. „The Room" dokonał swego czasu czegoś wręcz przeciwnego i służył wyłącznie potwierdzeniu dobrego samopoczucia publiczności spoglądającej z góry na fatalnego reżysera.

„The Disaster Artist" można więc odczytać jako zaskakujące post scriptum do Debordowskiego „Społeczeństwa spektaklu". Ukazany na ekranie świat to przecież spełniona antyutopia, w której daliśmy się ogłupić kulturze indywidualizmu, wyrzekliśmy się ambicji, a dawne idee skwitowaliśmy wulgarną ironią. W tej sytuacji zadowolonej z siebie zbiorowości nie pozostaje nic innego, jak zarechotać się na śmierć.

Wszystko wskazuje zatem na to, że zawarte w tytule słowo „Disaster" należy odczytać nieoczekiwanie serio. Film Franco należy do nielicznych tytułów, wobec których uprawnione wydaje się wyświechtane już porównanie do Gogolowskiego „Rewizora". Niczym w tej słynnej rosyjskiej sztuce, śmiejąc się z kuriozalnego Wiseau, tak naprawdę śmiejemy się przecież z samych siebie.

Piotr Czerkawski, The Disaster Artist, „Kino" 2018, nr 02, s. 86